WAŻNE STRONY:

piątek, 1 października 2010

Nadzieja umiera ostatnia…

Człowiek w życiu staje przed wieloma wyborami. Wśród nich są takie zupełnie banalne jak np. tytuł filmu z wypożyczalni, czy kolor skarpetek w sklepie z bielizną... ale są też „wybory”, których konsekwencje mogą „ciągnąć się” za nami latami, ba! mogą zmienić całe nasze życie. Gdy to życie układa się po naszej myśli, mówimy, że wszystko jest ok! Spełniamy się. Kiedy jednak coś idzie nie tak, a przeważnie tak jest ;-), to zastanawiamy się, czy nasz wybór np. szkoły, pracy, lekarza, a może partnera nie mógł być lepszy? Dociera do nas, że popełniliśmy, w którymś momencie błąd, którego nie da się już naprawić.

Moje życie usiane jest błędami. Z wiekiem, gdy oglądam się za siebie, widzę je wszystkie, ciągną się za mną i ograniczają pole działania i dalszego rozwoju. Mogę otwarcie stwierdzić, że do szkoły średniej poszedłem za kolegami, a nie z jakiegoś logicznego wyboru względem zainteresowań, czy naturalnych skłonności. Jestem technikiem budowlanym! Szczerze nienawidzę tego zawodu i wszystkiego co wiąże się z budową! ;-). Studia, choć zaoczne, wybierałem już kierując się swoim światopoglądem i sercem. Skończyłem resocjalizację ;-)))))). Niestety kolejny raz na skutek własnych wyborów nie było mi dane pracować jako wychowawca. Może to i lepiej… przynajmniej nikt nie ucierpiał ;-). Przez kolejne lata byłem handlowcem, kontrolerem sprzedaży, zajmowałem się administracją, windykacją, zarządzaniem firmą ( nie swoją i swoją ) oraz szeroko pojętym marketingiem. Ogólnie można by powiedzieć, że jestem wykwalifikowanym „nikim” do zadań specjalnych ;-)Po co to wszystko piszę? Sam nie wiem. Może chcę się dowartościować, a może to forma poszukiwania człowieka, który zatrudni nawróconego katolika rozpoczynającego swój 6 miesiąc bezrobocia… Może wyłapuję doła, a może męczy mnie już ten stan beztroskiego zatrudniania ludzi po znajomości, nie zważając na ich kompetencje i doświadczenie, a może powinienem dzisiaj pojechać nad morze ;-)))) Od tego czytania ogłoszeń i przekopywani internetu mógłbym już wystąpić w teleturnieju o wdzięcznej nazwie: „ Tyrkę znajdź se SAM”. Mogę śmiało wymienić około 60 firm, do których napisałem, wymienić powtarzając się ogłoszenia oraz zwrócić uwagę na idiotyczne, powtarzające się wymagania. Jestem w stanie również stwierdzić na jaki rodzaj ogłoszeń warto pisać z punktu widzenia tzw. „znajomości”, a które można sobie odpuścić bo z pewnością są tylko dla „picu”, a stanowisko jest już dawno obsadzone ;-) Moje 5 miesięczne doświadczenie daje mi możliwość rozróżniania pośrednictw pracy oraz ogólną wiedzę na temat idiotycznego systemu poszukiwania pracy za pośrednictwem URZĘDU, który nazwany jest dumnie URZĘDEM PRACY, choć sam nie do końca rozumiem dlaczego. Pewnie powód jest ten sam, dla którego ZUS nazywamy Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, a pod koniec naszego wieku produkcyjnego aby dostać emeryturę i tak musimy udowodnić, że ostatnie 40 lat pracowaliśmy bo przecież na podstawie składek nie można tego stwierdzić ;-) Oj, oj… zaczyna się ze mnie wylewać frustracja połączona z żółcią…

Czas zakończyć to pisanie zanim nawrócony katolik realistą znów się stanie ;-)))) A na koniec powiem jeszcze tylko jedno. Mam super rodzinę i to jest mojego życia SEDNO! ;-) Nadzieję wlewa we mnie Bóg i nikt nie zmieni tego, że jestem bardziej Mocny z Nim, niż kiedyś bez Niego! ;-)))

p.s. potencjalnemu pracodawcy gwarantujemy anonimowość ;-))))))



może zajmę się zawodowym czatowaniem?

13 komentarzy:

  1. M@c, a może razem stworzymy jakąś spółkę? ;D

    Pozdrawiam serdecznie i wytrwałości życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sam kilkanaście lat temu byłem bezrobotny. Moje bezrobocie trwało szczęśliwie tylko 4 miesiące. Zupełnie sobie tego nie wyobrażam, co by się stało, gdybym teraz stracił pracę. A jest to realne - w tym miesiącu kilka osób u nas ją straciło (ale byli to handlowcy, a nie programiści). Mnie jest bardzo łatwo wyrzucić, bo jestem na samozatrudnieniu. Gdybym stracił pracę, to już na takową w ogóle nie mam szans. Nie te lata! Tak więc z jednej strony doskonale Ciebie rozumiem, bo sam to kiedyś przeżywałem. Z drugiej pamiętaj - jesteś jeszcze w takim wieku, w którym ludzi się zatrudnia. A z trzeciej - masz oparcie w swojej rodzinie - nade wszystko w żonie! Nie grozi Ci to, że choćby na tę pracę trzeba było czekać jeszcze drugie pół roku, być miał utracić poczucie własnej wartości. A więc trzymaj się i ufaj Panu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieszka...ale ja będę szefem dobra? ;-) Wiedziałem, że się nie zgodzisz ;-))))) TsJ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Leszku... chyba nie musisz się obawiać... ludzie na samozatrudnieniu są dzisiaj bardzo pozytywnie odbierani przez pracodawców ;-), a poza tym jesteś jedynym programistą, którego znam więc Twoj zawód powinien być w cenie, a jakby się coś stało to zawsze możemy wejść w spółkę z Nieszką. Moglibyśmy np wymyślić program udowadniający politykom, że w Sejmie można robić wszystko dokładnie tak samo ale w znacznie okrojonym sładzie np. 80 posłów ( zamiast 450 ) ;-)))). Co do rodziny to fakt. Mam rodzinę, któa sprawdza się w cięzkich warunkach ;-) i to jest chyba ważniejsze od pracy i pieniędzy... mieć świadomość, że Bóg mnie kocha i otoczył takimi ludźmi... w sumie nawet bezrobotny jestem szczęśliwy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się. Praca pracą, ale rodzina to podstawa. I tak trzymać. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hehe to ja dołączę się do Ciebie i do Nieszki. Czasami przeraża mnie myśl gdzie ja znajdę pracę po studiach. Na razie od 3 miesięcy jestem dziennikarką. :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie LIAM... bez pracy najwyżej nie będzie KOŁACZY ;-) Bez rodziny? hmmmm... TsJ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aga ;-) To Wy z Nieszką coś wymyślcie, a ja Wami będę kierował ok? ;-)))))) TsJ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. No w sumie może być, tylko co Nieszka na to?

    OdpowiedzUsuń
  10. Duże brawo za optymizm i docenianie rodziny! :) Domyślam się, że ze zdobyciem pracy musi być ciężko. Może czasem warto spróbować czegoś mniej atrakcyjnego a w międzyczasie szukać lepszej pracy? Pozdrawiam serdecznie, z Panem Bogiem! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. I tu Cię mam mój ulubiony bracie ;-)Ja osobiście nie chciałbym zatrudnić pracownika, który w między czasie szukałby sobie atrakcyjniejszego zajęcia. Po pierwsze jego efektywność poprzez niezadowolenie będzie na średnim poziomie, a po drugie czy podejmowanie zajęcia z myślą o szukaniu nowego nie jest oszustwem? No chyba, ze zatrudniając się powiemy pracodawcy, że szukamy lepszej pracy gdzie indziej ;-) pytanie! czy wówczas nas zatrudni? ;-) Widzisz Jakubie w moim wieku chciałbym podjąć się już pracy, w której z założenia spędzę więcej niż 5 lat, a zatrudnianie się u kogoś na tzw przetrwanie i szukanie dalej jest z mojego punktu widzenia nieuczciwe, aczkolwiek możliwe, ponieważ powietrzem się nie najemy... Mam jednak nadzieję, że Bóg do tego nie dopuści i w końcu pokaże mi właściwą drogę...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nieszka musi to chyba przemyśleć hehe... ;)

    OdpowiedzUsuń