WAŻNE STRONY:

wtorek, 30 listopada 2010

Godzina ŁASKI nadchodzi

Jest taka jedna godzina w roku, gdy Niebo pochyla się tak nisko nad ziemią, że Bóg jest na wyciągnięcie ręki. I Jego odwieczne skarby miłości. Jest taka jedna godzina w roku, gdy wszystko jest możliwe. Obietnica z nią związana jest naprawdę wielka! Oto Matka Najświętsza ogłasza, że przez sześćdziesiąt minut w roku Niebo staje nad nami otworem, że każdy, kto w tym czasie zamknie trzymany nad głową parasol niewiary, otrzyma od Boga to, co mu najbardziej potrzebne.

63 lata temu, 8 grudnia R.P. 1947 Matka Boża objawiając się we włoskim Montichiari powiedziała:

"... Jest mym życzeniem, by każdego roku, w dniu 8 grudnia, w południe, obchodzono godzinę łaski dla świata. Przez to nabożeństwo uzyskacie wiele łask duchowych i cielesnych. Nasz Pan, mój Boski Syn Jezus, ześle swe przeobfite miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą stale modlić się za swych grzesznych braci..."


Odpraw Godzinę Łaski w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny



 ŚRODA 8 GRUDNIA
godzina 12.00 do 13.00

Matka Boża, objawiając się pielęgniarce Pierinie Gilli, we Włoszech, w Montichiari, w święto Niepokalanego Poczęcia, 8 XII. 1947 powiedziała:

"Życzę sobie, aby mnie czczono jako Maryję Różę Mistyczną, Matkę Kościoła"

"Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia w południe miała miejsce Godzina Łaski dla całego świata."
"Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę niezliczone łaski dla duszy i ciała. Będą liczne nawrócenia."

"Pan, mój Boski Syn Jezus okaże wielkie miłosierdzie jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za swych grzesznych braci."

"Ci którzy nie mogą przyjść do kościoła, niech modlą się w domu."

"Jest moim życzeniem, aby ta Godzina Łaski była praktykowana na całym świecie."

Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski.


Za zazwoleniem władzy duchownej.
Imprimatur ks. biskup dr. Rudolf Graber

piątek, 19 listopada 2010

Czas pokaże

Skłamałbym, gdybym powiedział, że to był lekki i przyjemny tydzień. Wręcz przeciwnie. Na szczęście jestem człowiekiem, który jadł chleb z niejednego pieca ;-) Wpuszczony w realia polskiej pedagogiki zderzyłem się z praktyką, której teoria raczej nie obejmowała ;-). Studia to jednak jedna wielka ściema ;-). Zderzenie było na tyle konkretne, że już w połowie tygodnia musiałem zwrócić się o pomoc do Nieba. Na szczęście Niebo nie dało się długo prosić i tydzień kończy się miłymi resocjalizacyjnymi akcentami, dając jednocześnie nadzieję na kolejne, równie owocne w przyszłości. Co z tego wszystkiego wyjdzie? Czas pokaże. Na dzień dzisiejszy jestem bardzo zadowolony i wręcz szczęśliwy. Pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że moja praca sprawia mi satysfakcję i jestem dumny ( pomimo gównianych zarobków ) z tego co robię. Czy faktycznie odnalazłem drogę, na której widział mnie Bóg, okaże się pewnie po miesiącu… wtedy spadną różowe okulary i rzeczywistość usadowi mnie we właściwych trybach mojej świadomości ;-).



Dzisiaj przez chwilę poczułem Boga całym sobą… pięknie było… ;-).

środa, 10 listopada 2010

Stało się ;-)

Stało się, stało się… to co miało się stać… jak pisał KAZIK. Po 6 miesiącach, 5 dniach i 9 godzinach dostałem pracę! ;-). Tyle czasu potrzebowałem aby zrozumieć, w którą stronę mam iść? Bóg, bo moim zdaniem właśnie ON! On kieruje każdym dniem, każdą godziną i minutą mojego życia, to On dał mi pracę, o której zawsze marzyłem. W końcu będę mógł pracować w wyuczonym zawodzie ;-)

Teraz przede mną zupełnie nowe wyzwania. Praca WYCHOWAWCY z moim temperamentem ( tak nazywam swój niedoskonały charakter ;-) ) będzie prawdziwym egzaminem z dojrzałości. Nie mam wcale na myśli dojrzałości fizycznej, a raczej emocjonalną, a właściwie – duchową. Będę pracował z młodzieżą, której trzeba delikatnie pomóc wejść w dorosłe życie. Kurcze! Kto by pomyślał? To jedna z tych szans, które kiedyś zaprzepaściłem. Tym razem mogę wybrać zupełnie świadomie, z pewnością, że to właśnie TO, co chcę robić. Bóg jest WIELKI! ;-) ( tak na marginesie to szczerze współczuję niewierzącym ).
Ostatnio zaczęły mi się przydarzać historie, które ateista nazwałby „szczęściem” lub „ szczęśliwym zrządzeniem losu”, jednak ja wiem swoje… Niebo się do mnie uśmiecha! Pewnie uśmiechało się tak przez ostatnie 35 lat ale jam ślepy chłop rzadko kiedy to dostrzegał ;-). Mam nadzieję ,że uda mi się iść dalej w tym kierunku, może dokończyć studia… Znowu okazuje się, że WSZYSTKO MA SENS, nawet BEZROBOCIE ;-)




TsJ;-)