WAŻNE STRONY:

środa, 7 grudnia 2011

Godzina ŁASKI 8 GRUDNIA 12.00-13.00

Jest taka jedna godzina w roku, gdy Niebo pochyla się tak nisko nad ziemią, że Bóg jest na wyciągnięcie ręki. I Jego odwieczne skarby miłości. Jest taka jedna godzina w roku, gdy wszystko jest możliwe. Obietnica z nią związana jest naprawdę wielka! Oto Matka Najświętsza ogłasza, że przez sześćdziesiąt minut w roku Niebo staje nad nami otworem, że każdy, kto w tym czasie zamknie trzymany nad głową parasol niewiary, otrzyma od Boga to, co mu najbardziej potrzebne.
64 lata temu, 8 grudnia R.P. 1947 Matka Boża objawiając się we włoskim Montichiari powiedziała:

"... Jest mym życzeniem, by każdego roku, w dniu 8 grudnia, w południe, obchodzono godzinę łaski dla świata. Przez to nabożeństwo uzyskacie wiele łask duchowych i cielesnych. Nasz Pan, mój Boski Syn Jezus, ześle swe przeobfite miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą stale modlić się za swych grzesznych braci..."


Odpraw Godzinę Łaski w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny


CZWARTEK 8 GRUDNIA

godzina 12.00 do 13.00

 
Matka Boża, objawiając się pielęgniarce Pierinie Gilli, we Włoszech, w Montichiari, w święto Niepokalanego Poczęcia, 8 XII. 1947 powiedziała:

"Życzę sobie, aby mnie czczono jako Maryję Różę Mistyczną, Matkę Kościoła"

"Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia w południe miała miejsce Godzina Łaski dla całego świata."

"Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę niezliczone łaski dla duszy i ciała. Będą liczne nawrócenia."

"Pan, mój Boski Syn Jezus okaże wielkie miłosierdzie jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za swych grzesznych braci."

"Ci którzy nie mogą przyjść do kościoła, niech modlą się w domu."

"Jest moim życzeniem, aby ta Godzina Łaski była praktykowana na całym świecie."

Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski.

Za zazwoleniem władzy duchownej.
Imprimatur ks. biskup dr. Rudolf Graber

czwartek, 10 listopada 2011

PATRIOTYZM?

Patriotyzm wrócił do mojego życia wraz z moim nawróceniem. Nie jestem nacjonalistą, fundamentalistą, ani żadym fanatykiem. Trzeźwo oceniam to co słyszę i widzę... Kocham mój Kraj pomimo jego ułomności. Bóg, Honor i Ojczyzna to priorytety, które odzyskałem wraz z moralnością, trzeźwością umysłu i wszystkimi wartościami płynącymi z Dekalogu. Jestem dumnym człowiekiem i tej dumy, związanej z Wiarą i wartościami nie z tego świata, uczę moich dzieci.

NIE PYTAJ MNIE O NIĄ... NIE PYTAJ O POLSKĘ!








piątek, 4 listopada 2011

DIABEŁ ISTNIEJE NAPRAWDĘ...

„To, że nie wierzysz w Diabła, nie ochroni cię przed nim".
Ojciec Lucas


Zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami film "The Rite" opowiada o losach sceptycznego ucznia seminarium duchownego, Michaela Kovaka (Collin O'Donoghue), który z niechęcią uczęszcza do szkoły dla egzorcystów w Watykanie. W Rzymie spotyka nieortodoksyjnego księdza, ojca Lucasa (Anthony Hopkins), który zapoznaje go z mroczną stroną wiary.




wtorek, 1 listopada 2011

POMÓŻ UWOLNIĆ ASIA BIBI


Asia Bibi, pakistańska chrześcijanka, wystąpiła w obronie swej wiary, kiedy muzułmańscy współpracownicy szydzili z niej i próbowali zmusić ją do przejścia na islam. Została za to oskarżona o bluźnierstwo i skazana na śmierć przez powieszenie. Przebywa obecnie w więzieniu, oczekując na decyzję sądu w sprawie swej apelacji od wyroku.
Ponad 150 tysięcy chrześcijan w Pakistanie podpisało się pod petycją żądającą sprawiedliwości dla ofiar prześladowań, między innymi dla Asii Bibi. Możesz teraz dołączyć swój głos do tej prośby, podpisując petycję na witrynie:
Organizacja The Voice of the Martyrs ma nadzieję zebrać pod nią milion podpisów z całego świata. Petycja zostanie dostarczona do ambasady Pakistanu w Waszyngtonie.
Każdy podpis jest wołaniem o miłosierdzie.
Petycja w języku angielskim jest zamieszczona na witrynie: www.CallForMercy.com

Dla osób nie znających języka angielskiego, które chciałyby podpisać się pod petycją, podajemy poniżej jej tłumaczenie:

PETYCJA O MIŁOSIERDZIE DLA ASII BIBI


Jego Ekscelencja, Pan Asif Ali Zardari
Prezydent Islamskiej Republiki Pakistanu
Ja, niżej podpisany, z całym szacunkiem proszę o natychmiastowe zwolnienie Asii Bibi z więzienia w Pakistanie oraz o uchylenie ciążącego na niej oskarżenia o bluźnierstwo i wyroku śmierci. Prosimy Pana o miłosierdzie dla naszej siostry w Chrystusie.
Prosimy, by pozwolił Pan tej żonie i matce wyjść na wolność i wrócić do męża i dzieci.

Aby podpisać się pod tą petycją, zamieszczoną na witrynie www.CallForMercy.com, należy wypełnić pola umieszczone pod jej treścią:

FIRST NAME (Imię)
LAST NAME (Nazwisko)
ADDRESS (Ulica i numer domu)
CITY (Miasto)
STATE (Stan - z rozwijalnej listwy należy wybrać: Other, czyli Inny)
ZIP / Postal (Kod pocztowy)
COUNTRY (Kraj - z rozwijalnej listwy należy wybrać: Poland, czyli Polska)
EMAIL (Adres e-mail)
Po wypełnieniu pól należy nacisnąć przycisk SUBMIT THE PETITION, aby potwierdzić swój podpis pod petycją.
W oknie, które pojawi się po naciśnięciu przycisku „Submit”, będzie podziękowanie oraz zachęta do dokonania wpłat na pomoc prześladowanym chrześcijanom. Wpłaty te są kierowane do misji The Voice of the Martyrs w USA.

środa, 26 października 2011

KORZONKI NIE MRZONKI

Kto miał do czynienia z zapaleniem nerwów, czy jak to się tam fachowo zwie, temu tytułowa  nazwa „ Korzonki” z pewnością nie jest obca. Człowiek chce zawiązać buty, nie może. Chce ubrać skarpetki, nie może. Chce podnieść coś  z ziemi, nie może. W takim wypadku zastosowanie mojego ulubionego słowa:  MASAKRA, jest wręcz uzasadnione. Gdy doszło do tego, że uciążliwym stało się już  nawet wciąganie powietrza, postanowiłem odwiedzić lekarza. Pani doktor stwierdziła, że zapisze mi swój ulubiony zestaw tabletek przeciw zapalno-bólowych, a że po nich człowiek robi się  lekko przytępiony, to pozwoliłem sobie również na 3 dni zwolnienia.  Tak więc siedzę, myślę i piszę…

Dodam tylko, że sielanka jaką można by mi przypisać w związku z przedłużeniem nadchodzącego kolejnego długiego weekendu, nie wygląda wcale tak różowo. Razem ze mną siedzą w domu moje dwa szkodniki, oba chore! Na szczęście tabletki działają i jestem mile przytępiony ;-)

Zbliża się Święto Zmarłych, a z nim ściągnięty z zagranicy  helloween. Nie chce mi się już pisać na ten temat bo i tak większość ludzi ma moje stanowisko za delikatnie  trącące średniowieczem. Zostawię tylko link do wpisu z zeszłego roku ( HELLOWEEN czy ODPUST ).

piątek, 21 października 2011

Napisałem GRzdyla!

Napisałem dzisiaj grzdyla*. Usunąłem go, gdyż był nieciekawy i taki jakiś nijaki. Zamiast grzdyla wyrażę się dzisiaj utworem muzycznym, który przekaże słuchającemu więcej, niż piszący ma do powiedzenia











*grzdyl - coś co nie było ciekawe, a jednoczesnie nudnawe i stylistycznie makabryczne

wtorek, 18 października 2011

Świat potrzebuje świadków

 Łk 10, 1-9


Jezus wyznaczył jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: "Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów, i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże»".

Rozważanie do Ewangelii

Królestwo Boże przybliżyło się, jest na wyciągnięcie ręki. Można je odrzucić, ale można też przyjąć je do swego serca i umysłu. Ci, którzy już doświadczyli tego królestwa, mogą i powinni świadczyć o tym, że ono jest blisko każdego, że każdy może je przyjąć. "Robotnicy Pańskiego żniwa" nie są nauczycielami, nie od nich też zależy zbawienie ludzi, ale są po to, by świadczyć. To świadectwo często dodaje innym odwagi, by przyjąć królestwo Boże, które jest czymś zupełnie nowym i przez to budzącym ludzką podejrzliwość, nawet lęk. Gdy ludzie spotykają kogoś, kto już żyje królestwem Bożym i widzą, że nie dzieje mu się żadna krzywda, wręcz przeciwnie - że jest szczęśliwy, wówczas sami chętniej na to królestwo się otwierają.

autor: deon.pl

czwartek, 6 października 2011

Mam na imię...

Znowu jakimś mało szczęśliwym trafem nie mogę komentować innych blogów. Mało tego? Nie mogę odpowiadać na komentarze nawet na swoim blogu. Wszystko co napiszę – znika! Czuję, że w tym wszystkim macza swoje paluchy ktoś dobrze mi znany i mało lubiany… właściwie to chyba nie są paluchy tylko racice ;-) Mniejsza z tym… chciałbym wrócić do filmu, o którym pisałem w poprzednim poście, czyli „Kolumbia – Świadectwo dla Świata”. Oto  kilka moich refleksji. Otóż, film pokazał mi coś zupełnie niewyobrażalnego. Myślałem, a właściwie byłem już nawet pewien, że przedstawiona w nim rzeczywistość jest możliwa tylko w głowie jakiegoś szaleńca, który stracił wzrok, rozum i słuch. Tylko taki gość w naszych czasach mógłby napisać scenariusz życia w  Państwie, które z kartelu narkotykowego i jednego z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi staje się katolicką iskrą dla Świata. Wyobraźcie sobie Kraj, w którym prezydent, większość polityków, wojsko, policja, urzędnicy… wszyscy twierdzą, że wierzą w Boga. W sumie to chyba nie jest nawet trudne bo u nas też wszyscy tak mówią… To co jednak odróżnia Kolumbię od Polski to fakt przynależności do Jezusa i Maryi. To jak Oni potrafią o tym mówić to jedno… to samo dzieje się u nas. To jak Oni faktycznie postępują to drugie, tego już u nas nie uświadczysz. Film pokazuje wielkie przemiany jakie zachodzą w tym Kraju odkąd ludzie uwierzyli, że ich przeznaczeniem jest wypełnianie woli Boga. Wypowiedzi Prezydenta i wojskowych dotyczące wiary i przynależności do Boga zupełnie mnie  „rozwaliły”. Jak to? To można budować Kraj na miłości do bliźniego? Będąc wysoko postawionym urzędnikiem państwowym można nie oddzielać wiary od państwa? Można podejmować państwowe decyzje zgodnie z wolą Bożą? To u nich nie ma Palikota i SLD? Nie ma ludzi o innych poglądach? Otóż są… rządzili tym krajem gdy zmierzał donikąd. Mimo to ich poglądy są szanowane. Nikt nikogo nie potępia. Tam po prostu ludzie zrozumieli, że najważniejsze wartości płyną od Boga i bez nich świat może zmierzać tylko w jedną stronę, w stronę konsumpcjonizmu, seksoholizmu, alkoholizmu itd. W takim świecie żyje dzisiaj Europa, a z nią również i my POLACY. Zapalamy Bogu świeczkę, a zaraz potem diabłu ogarek. A może to jest tak, że Polakom jest łatwiej żyć bez Boga? No dobra, niech Bóg będzie… ale tylko w niedzielę… no i tylko przez godzinkę bo przecież trzeba zakupy jakieś  zrobić, piwko wypić, żarełko zarzucić  itp. Bóg jest nam potrzebny tylko wówczas, gdy jest nam źle. Stare powiedzenie: „ jak trwoga, to do Boga” nabiera ostatnio coraz większego sensu. Prawda jest taka, że ludziom jest znacznie łatwiej żyć bez DEKALOGU, niż z Nim. Jesteśmy zbyt wielkimi egoistami. Lubimy przyjemności, a nie wyrzeczenia. Szkoda tylko, że tak mało z nas wie co te rzekome wyrzeczenia potrafią wnieść w ludzkie życie. Jak mało z nas zna prawdziwą Łaskę Bożą. Jak wielu z nas uważa, że w XXI wieku nie miejsca dla wiary bo jest ona domeną ludzi z ciemnogrodu. A Kolumbia się rozwija…
Mam na imię  Maciek, około 5 lat temu rozpoczęło się moje nawrócenie. Nie słucham radia Maryja i nie jestem zwolennikiem PiS-u. Nie jestem również zwolennikiem PO, SLD, PP, czy PSL. Nikt mi nie wmówi, że umieszczanie w żłobkach dzieci wyrwanych na siłę matkom, które muszą iść do pracy, ma coś wspólnego z polityką prorodzinną. Mam wady i każdego dnia upadam. Uczę się sztuki powstawania z kolan, a czasami nawet z łopatek. Jestem cholerykiem, który dzięki Łasce wie, że Bóg prowadzi go przez życie. Jednego dnia przestałem palić, innego pić alkohol. Nie wierzę w przypadki. Nie daję  i nie biorę  łapówek,  borykam się problemami bo moje ludzkie życie nie zawsze  usłane jest różami, każdego dnia mam mnóstwo pokus i wiem skąd  one pochodzą, może dlatego też nie krytykuję już księży tylko się za nich modlę. Z ich upadków zły cieszy się najbardziej. Od 5 lat idę z podniesioną głową, choć czasem wydaje mi się, że Krzyż jest zbyt ciężki. Od 5 lat raz lepiej, raz gorzej czuję obecność Boga w moim życiu. Staram się  ufać mu bezgranicznie, choć  różnie z tym bywa.  Wiem, że idę dobrą drogą. Niech będzie wola Twoja Jezu, troszcz się TY. Amen.
p.s. głosuję na Prawicę Rzeczpospolitej Marka Jurka. Jedynego Marszałka, który zrezygnował ze stołka i partii  w imię swoich przekonań i wiary ( chodziło o ochronę życia poczętego ). I wcale nie obchodzi mnie to, że nie ma szans. Przynajmniej przez następne 4 lata będę mógł patrzeć spokojnie w lustro.

niedziela, 2 października 2011

Chciałbym aby Polska poszła w tą stronę...

Obejrzałem ten film. Chciałbym aby w naszym kraju było podobnie. Czy to jest jeszcze możliwe?



APEL OD AUTORA FILMU

Do każdego z Was drodzy przyjaciele zwracam się z ogromną prośbą o pomoc w promocji filmu "Kolumbia - świadectwo dla świata". Pomimo tego, że obraz ten został uznany za najlepszy film dokumentalny na tegorocznym Festiwalu Filmów Katolickich w Niepokalanowie to media nie są zainteresowane wspieraniem tego projektu. Nie wiemy dlaczego tak się dzieje ale postanowiliśmy, że nie przestaniemy mówić o tym czego doświadczaliśmy w Kolumbii i czego byliśmy świadkami.

We własnym zakresie informujemy zaprzyjaźnione wspólnoty i parafie o tym filmie oraz o możliwości zorganizowania pokazu. Dlatego prosimy abyście na swoich stronach internetowych, parafialnych, wspólnotowych czy osobistych profilach portali społecznościowych zmieścili informacje o tym dokumencie. Wystarczy, że zamieścicie nasz link do strony www.charyzmatycy.pl z zachętą do odwiedzenia a to będzie już duża pomoc !

piątek, 19 sierpnia 2011

NIEZNOŚNA MIGRENA? MAM LEKARSTWO NA MOJĄ…

Nieznośne bóle głowy, nocne pobudki, strach przy nawet lekkim ćmieniu w okolicach skroni…lekarze, lekarstwa, zastrzyki… Tak wyglądały moje ostatnie chwile z migreną. Od dwóch dni cały czas mam dziwne wrażenie, że muszę o tym napisać… Za sprawą moich teściów trafiłem do Pana Jakuba Lisowskiego, który jest specjalistą w dziedzinie medycyny manualnej i rehabilitacji ruchowej. To właśnie ten człowiek znalazł przyczynę moich migren, bóli karku i kręgosłupa. Unaocznił mi jakie skutki przyniosło mi uprawianie sportu. Facet pokazał mi tylko dwa proste ćwiczenia, które ( dzisiaj już mogę tak napisać ) całkowicie pozwalają panować nad nieznośnym bólem głowy. „Sprzedawałem” te ćwiczenia innym cierpiącym na migreny i wiem, że przyniosły skutek. Jeżeli faktycznie macie problem z bólem i to nie tylko głowy, to mam dla Was lekarstwo, które należy wypróbować. Książka jest właśnie w promocji…

W początkowej fazie chciałem skopiować zdjęcia i opisy ale doszedłem do wniosku, że to będzie naruszenie praw autorskich i zwykła kradzież. A przecież nie zależy mi na okradaniu kogokolwiek, a zwłaszcza Pana Lisowskiego, który zdjął ze mnie to jarzmo. Spróbować warto!

p.s. ćwiczenie z podciąganiem kolana i opuszczoną nogą najlepiej robić kładąc sięna stole, noga musi wysieć w powietrzu, a nie leżeć na podłodze ;-)

wtorek, 17 maja 2011

Wybory!

Przede mną wybory. Nie te beznadziejne państwowe, gdzie głosuje się na partie, a nie na ludzi. To moje wybory. Moja droga, kolejne rozstaje… Myślałem, że Bóg chce mnie przeznaczyć do bezkompromisowej egzystencji w budżetowej, zakłamanej instytucji państwowej, a tu taki nagły zwrot akcji. Nowa propozycja pracy. Nowe możliwości. Tym razem handel, w którym byłem swego czasu całkiem niezły. Podjąć się wyzwania? Rozważam „za” i „przeciw”…

W całym tym nowym ambarasie najważniejsze ( pierwszy raz w życiu ) jest dla mnie to, czy moja nowa droga zgodna jest z Wolą Boga. Wielu ludzi to śmieszy bo przecież najważniejsze są warunki, obowiązki i kasa prawda?

Kiedyś byłem na dnie swojego jestestwa. Teraz też mogłoby być lepiej bo przecież nigdy nie będzie idealnie. Cieszę się jednak, że w końcu mam wybór. Czekam na znak bo wiem, że pieniądze nie są już wyznacznikiem. Bogatym ludziom jest znacznie ciężej dostać się do miejsca, którym będą zainteresowani dopiero, gdy wszystko stracą, umrą dla świata, by żyć dla Boga… po tamtej stronie wszyscy będziemy już równi, a sędzia będzie sprawiedliwy.



Boże, bez względu co o Tobie mówią ja wiem, że jesteś sprawiedliwy i kochasz nas wszystkich. Wiem, że powinienem więcej się modlić, żyć w taki sposób aby cały mój dzień był modlitwą ale wiesz jaki jestem ułomny... Przepraszam Cię, że nie jestem taki, jakim chciałbyś mnie widzieć… Przepraszam, że nie kocham ludzi tak jak Ty chciałbyś abym kochał… Dziękuję Ci za to co mam, za moją rodzinę, pracę i wszystko to, czym obsypujesz mnie każdego dnia… Dziękuję Ci za to wszystko czego nie potrafię dostrzec, za całe dobro, którym mnie otaczasz, za ludzi, którzy to czytają, za natchnienia i cierpienia…

Prowadź nas Ojcze… i pomóż Nam w naszych wyborach, nawet gdy nie wszyscy chcemy Cię znać…

sobota, 30 kwietnia 2011

ZAPOMNIELIŚMY O ŚWIĘCIE MIŁOSIERDZIA BOŻEGO?




Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia 
( Dzienniczek 299 )

W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św. dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar...
(Dzienniczek 699)

Pierwsza niedziela po Wielkanocy jest świętem Miłosierdzia, ale musi być i czyn; i żądam czci dla Mojego miłosierdzia przez obchodzenie uroczyście tego święta i przez cześć tego obrazu
(Dzienniczek 742)



W pewnej chwili usłyszałam te słowa: córko Moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu Moim. Pragnę, aby święto miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym, otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat. Miłosierdzie Moje jest tak wielkie, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski. Wszystko co istnieje wyszło z wnętrzności miłosierdzia Mego. Każda dusza w stosunku do Mnie, rozważać będzie przez wieczność całą miłość i miłosierdzie Moje. Święto miłosierdzia wyszło z wnętrzności Moich, pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do Źródła Miłosierdzia Mojego.


piątek, 29 kwietnia 2011

Masz zły dzień?

Cześć,



Jeżeli masz dzisiaj zły dzień, to chciałbym Ci powiedzieć, że życie to tylko kilka chwil, w których możemy okazać swoje człowieczeństwo. Chciałbym Ci powiedzieć, że nerwy i złość nie prowadzą do niczego dobrego… wiem, bo sam dzisiaj byłem zdenerwowany i zły… ludzki do granic Bożej wytrzymałości. Tak, tak… wkurzył mnie mój mały lokalny Świat… mam wrażenie, że On w ogóle mnie nie słucha. Mówię mu: Ty! Świat! Weź się chłopie zmień! Czemu jesteś taki inny od moich ideałów? Czemu kłamiesz Świat?! Dokąd zmierzasz?! A On milczy i robi swoje… pogrąża się wraz ze mną… Oj, Świat! Wkurzasz mnie!

 

Może czas spojrzeć na to z innej strony...

środa, 20 kwietnia 2011

WIELKI PIĄTEK

Fragment rozmowy zmarłej Matki z Anną ( Świadkowie Bożego Miłosierdzia )

„... Dzisiaj ( Wielki Piątek ) Ofiara Chrystusa jest tak rzeczywista, jak była na Golgocie.
- Czy w inne dni nie jest „prawdziwa”?
-Tak, zawsze jest prawdziwa, ale w dniu dzisiejszym spełnia się w całej swej wstrząsającej potędze. To jest dzień, w którym Chrystus wywalczył dla nas, dla was, dla wszystkich ludzi wszystkich epok – niebo, w którym za cenę swojej Męki uzyskał dla nas prawo uczestniczenia w swoim szczęściu. Czy ty rozumiesz, jakiej miłości i jakiego współczucia trzeba było, aby dać się tak zamordować? Aby oddać siebie tak całkowicie i bezwarunkowo w ręce bezlitosnej i okrutnej masy katów – wiedząc wszystko? Aby zetknąć się – z poddaniem i spokojem – z pogardą, nienawiścią, cynizmem, kłamstwem, podłością lub obojętnością ludzką, z sadyzmem, zdradą, a i całkowitym brakiem wdzięczności tych wielu, którzy bezpośrednio korzystali z Jego łaski? Jezus na sobie zaznał wszystkich przejawów zła, do jakiego tylko ludzie są zdolni.
Dzisiaj ( Wielki Piątek ) wszyscy, którzy powołają się na Jego Ofiarę, którzy zwrócą się do Niego z prośbą o ratunek, o pomoc, o wybawienie – będą wysłuchani natychmiast. To wielki dzień ludzkości – dzień wyzwolenia, uratowania, spełnienia się na ziemi niesłychanej miłości Boga do nas, dzień, w którym On nas przekonał, jak nas kocha! To właśnie czci Kościół Chrystusowy w tym dniu..."




środa, 13 kwietnia 2011

foto-montaż

Czasami chciałbym napisać coś na tyle innego, że aż do głębi typowo ludzkiego. Chciałbym napisać, że to wszystko co mnie otacza to zwykły foto-montaż, mam na myśli pracę oczywiście bo prywatnie wciąż jestem tym samym dążącym do doskonałości niedoskonałym katolikiem o wąskim horyzoncie światowym i sprecyzowanych konserwatywnych poglądach. Przyznam jednak, że zacząłem znowu przeklinać, czyli nie idę w dobrym kierunku… Nie całe życie byłem taką sprecyzowaną konserwą więc dzieląc moją głowę na szufladki wciąż pozostawiam w niej miejsce na odmienność, inność i dobrze rozumianą tolerancję. Nie o tym jednak chciałem pisać. Chciałem napisać o swojej wiecznie nie zadowolonej osobie, o postawie, która preferuje tylko doskonałość dążącą do ciągłego profesjonalizmu. Wszystko po to, by było dokładniej, lepiej, prościej i z sensem. Nie znoszę bezsensu, papierkologi i dziwnych niesumiennych postaw pracowniczych, zachowań chamskich i wulgaryzmów, zlewki, olewki i wciąż tej samej kretyńskiej śpiewki. Nie chcę niczego robić na pokaz, do statystyki, w imię politycznej poprawności i w ogóle w imię jakiejkolwiek poprawności na pokaz… Moja praca to foto-montaż… a przecież kilka miesięcy temu nawet jej nie miałem, popadałem już we frustrację i dziwne stany niekoniecznie zjednoczone. Dlaczego nie doceniam tego co mam, dlaczego nie podporządkowuje się systemowi promującemu pokazowy tryb życia społecznego, oderwany od faktycznego stanu przeznaczenia instytucji, która mnie karmi?

Są tylko dwie odpowiedzi i tylko jedna z nich może być prawdziwa: jestem niewdzięcznym dupkiem lub muszę nim zostać aby zaakceptować otaczającą mnie paranoję. No dobra, jest jeszcze odpowiedź trzecia: brak mi pokory… ech!!!… wolałbym być dupkiem…

piątek, 25 marca 2011

STACJA 7 UPADEK

MIŁOŚĆ JEST CIERPLIWA

Jezus znowu upada, lecz także kolejny raz powstaje. Ile upadków, tyle podźwignięć z ziemi; ile porażek, tyle decyzji, aby iść dalej; ile zagubieni, tyle powrotów. Skąd brać siły do takiego życia? Tylko miłość jest wystarczająco cierpliwa. Ona nie notuje ilości popełnionych błędów, ani nie określa limitu powrotów. Taką miłością kocha nas Bóg.

Jezus powstający z kolejnego upadku uczy także cierpliwej miłości do siebie samego. Choć upadam, nie jestem przecież swoim upadkiem. Zawsze mogę powstać, zawrócić, iść dalej… Bóg daje mi łaskę, bym powstał; zawsze daje mi kolejną szansę. Dlaczego więc sam sobie miałbym tej szansy odmówić?

Jezu wytrwały w powstawaniu, wlej we mnie wiarę w miłość Boga, który zawsze przygarnia powracających; pomóż mi tak kochać siebie samego, bym nigdy nie odbierał sobie prawa do powstania z kolejnego upadku. Przecież miłość jest cierpliwa.








wtorek, 15 marca 2011

Trochę mnie nie było, trochę się wydarzyło…

Minął 3 miesiąc mojego okresu próbnego… spodziewałem się, że przedłużą ze mną umowę bo nie należę do ludzi, którzy mają dwie lewe ręce, no chyba, że mówimy o pracach domowych ale to związane jest raczej z lenistwem niż faktycznym nieróbstwem. Przedłużyli! Mało tego, jeszcze awansowali na kierownika i zastępcę szefa! W budżetówce wiąże się to głównie ze zwiększeniem obowiązków aniżeli dochodów ale można powiedzieć, że jest to jakiś sukces ( mam wrażenie, że nie mój choć z wiązany z moją osobą ). Powiem to prosto z mostu. Albo diabeł chce mnie zrobić w jajo łechcząc moje ego, albo w akcję włączył się sam Bóg bo tego typu awanse raczej się nie zdarzają. Mam oczywiście na myśli czas i układy, które w obu przypadkach nie należały do moich sprzymierzeńców. Czas był zbyt krótki, a układów brak! Co zatem się wydarzyło?
Ostatnio wspominana migrena również ustąpiła! Napisałbym, że samoistnie ale byłaby to nieprawda. Włożyłem w to trochę pracy i podobnie jak w przypadku rzucania papierosów, tak i tym razem, poprosiłem Boga o zakończenie tego etapu mojego życia ;-) Oczywiście jeżeli jego wola jest taka… Zdaje się, że Bóg przychylił się do mojej prośby bo od tamtej pory nie miałem żadnego ataku. Dla niewierzących i obojętnych to zawsze powód do śmiechu, a przynajmniej do lekkiego uśmieszku połączonego z pukaniem się w czoło ;-) Cóż… papierochy rzuciłem w jeden dzień bez plasterków, gum, nerwów i innych „cudownych” specyfików rodem z apteki – wystarczyło się pomodlić. Głowa również mnie nie boli i jeżeli taka jest wola Boża to już nie zaboli… przynajmniej nie z powodu migreny. Przyznam się jednak, że w tej kwestii jestem trochę nie uczciwy bo wciąż noszę przy sobie prochy na ból. Mam nadzieję, że Bóg mi wybaczy…
Każdego dnia w moim życiu spotykam Boga, widzę Go w innych ludziach, w zdarzeniach… nawet gdybym chciał pisać mojego bloga w bardziej laicki sposób, nie mogę bo Bóg jest wokół mnie! ;-)


POST jest dobrym momentem na modlitwę, a modlitwa za cierpiących i zmarłych aktem MIŁOSIERDZIA. Czy tragedia w Japonii okaże się początkiem końca czasów…? Módlmy się za nich i za świat bo chyba nawet niewierzący widzą już, że wszyscy idziemy w złym kierunku…

Zdanie miesiąca:

„Nie mów tego, o czym należy milczeć. Lecz nie przemilczaj tego, co należy powiedzieć”




piątek, 28 stycznia 2011

Może i dobrze, że wróciła...

Poznaliśmy się dwa lata temu. Początkowo były to spontaniczne i rzadkie spotkania. W pewnym momencie nastąpiło nawet rozstanie, przynajmniej tak myślałem… Z czasem jednak nasze drogi znowu się zeszły. Spotykaliśmy się nieco częściej. Przygotowywałem się nawet na te spotkania odwiedzając miejsca, które pozwalały mi uzbroić się w specyfiki doprowadzające do naszych rozstań. Minęło kilka burzliwych  tygodni i znowu odeszła. Cieszyłem się bo szczerze mówiąc nasze wspólne chwile nie należały do najprzyjemniejszych odczuć fizycznych, a tym bardziej psychicznych.

Niestety wróciła. Z początkiem tego roku napadła na mnie znienacka. Tym razem nie była już miła. Atakowała niemal co dziennie. Rano, wieczorem, w nocy… w domu w pracy… cholera jasna! Nie wiem kiedy nadejdzie, zaczyna mnie to już irytować… wredna migrena!


Jak tak sobie o niej myślę po ludzku, to powinienem zacząć narzekać. Trochę się po użalać. No bo to ból jest nie do wytrzymania, a jak uda się go opanować to żyć się człowiekowi nie chce. I chyba właśnie to robię. Użalam się publicznie nad swoim losem okrutnym, gdzie cierpieć mnie przyszło i za grzechy jakie… Boże mój Boże czemu właśnie ja!

A sprawa jest znacznie prostsza i z punktu widzenia chrześcijanina zamyka się choć w bolesnej fizycznie ale za to duchowej prawdzie. Widocznie musi tak być. Cierpienie przecież uszlachetnia. Pozwala dostrzegać sprawy i rzeczy, które dotąd nie były jeszcze odkryte. Może to szansa na wypalenie zła z mojego „poprzedniego” życia, a może szansa dla kogoś, za kogo ten ból mogę ofiarować.

Dzisiaj nie mogę powiedzieć niczego na pewno. Wolę jednak żyć z świadomością, że Bóg mnie kocha i gdyby w moim życiu takie doświadczenie nie było konieczne, nie dopuścił by do niego. Zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, iż za mało się modlę i daję od siebie, za dużo mówię o innych bez potrzeby ich oceniając. Jestem niedoskonały! Lecz wiem też, że właśnie takim kocha mnie Bóg.

Zastanówmy się czasem nad naszym losem, naszym życiem… czy to co nas spotyka nie jest konsekwencją naszej niepochamowanej miłości własnej? Czy idąc do przodu, w pogoni za lepszymi warunkami bytowymi, większymi pieniędzmi, ogólnie lepszym życiem, sami nie hamujemy naszego rozwoju duchowego… o ile w ogóle chcemy się rozwijać…

Ech… włączył mi się umoralniacz… ciekawe kiedy włączy się pokornik?!

niedziela, 16 stycznia 2011

Świadectwo Dobrej Śmierci

Dzisiaj w nocy zmarła babcia mojej żony i prababcia moich dzieci. Śmierć przygnębia i smuci ale tym razem jest nieco inaczej. Jeszcze niedawno pisałem o tym, aby starczyło mi wiary. Nie minęło 48 godzin, a w moim życiu zdarzył się kolejny cud. Tak tak, kolejny cud, bo mam to szczęście, że jako nawrócony człowiek doświadczam ich coraz częściej, dostrzegam je i mam zamiar się nimi dzielić.

Wracając do babci. Dwa tygodnie temu pojechała do szpitala ponieważ miała twardy brzuch. Lekarze stwierdzili płyn w jamie brzusznej. Dla kogoś, kto miał jakiekolwiek doświadczenia z płynami w brzuchu istnieją tylko dwa rozwiązania. Jednym jest krew, a drugim płyn z otrzewnej. Ponieważ kilka lat wcześniej babcia miała przekroczone markery rakowe ( takie specjalne badanie szukające raka ), a płynem nie była krew – lekarze jeszcze przed otrzymaniem wyników badań płynu na zwartość komórek rakowych, na które czeka się tydzień, stwierdzili, że jest już pozamiatane. Nie będą nic robić z 85 letnią kobietą, bo nie ma to już sensu i w piątek wypiszą ją do domu.

Tydzień wcześniej razem z żoną byliśmy na mszy z nabożeństwem przemiany serca i modlitwą wstawienniczą, po którym za natchnieniem Ducha Świętego żona powiedziała mi, że babcia niedługo umrze lecz będzie spokojna i uśmiechnięta…

Szczerze mówiąc byliśmy przygotowani. Wiedzieliśmy, że płyn z otrzewnej na 95% będzie miał komórki rakowe, co w dalszej części spowoduje powolną i bolesną śmierć… ale pozostając w tym ludzkim przekonaniu modliliśmy się o zdrowie i dobrą śmierć dla babci. Wychodząc nawet przed szereg za pośrednictwem innych osób doszło do namaszczenia chorych, spowiedzi i przyjęcia Komunii przez babcię…

Jakaż konsternacja nastąpiła wśród lekarzy, gdy wynik badań płynu okazał się ujemny? Nagle wszyscy wzięli się za robotę i zamiast wypisywać babcie do domu, znowu chcieli ją leczyć. Coś, co nie powinno się zdarzyć całkowicie wywróciło ludzką koncepcję prawie pewnej śmierci. To co się nie zdarza okazało się być faktem. Czyżby modlitwa potrafiła uzdrawiać? Trzeba zrobić gastroskopię i sprawdzić co się dzieje, bo to przecież nie możliwe. Niestety w piątek ( wynik dotarł w czwartek ) babcia nie pozwoliła sobie zrobić gastroskopii. W sumie Jej się nie dziwię. Też nie chciałbym aby ktokolwiek wkładał mi przez usta rurę do brzucha. W sobotę wiadomo, że szpitale pracują na pół gwizdka więc pozostawiono badanie na poniedziałek…

W sobotę babcia przyjęła gości, zjadła obiad, potem kolację… umyła się i zasnęła … o 1.00 w nocy okazało się, że na zawsze… bez bólu, strachu, cierpienia… nasze modlitwy zostały wysłuchane…

Czy mamy jakikolwiek wpływ na nasze życie? Oczywiście, że mamy. Bóg poza tym, że nas kocha, dba o nas, wysłuchuje naszych modlitw, a widocznie te nasze o zdrowie i dobrą śmierć dla babci musiały być zgodne z Jego wolą…

Po ludzku zasmuceni śmiercią bliskiej osoby, w duchu szczęśliwi i wzmocnieni… dalej będziemy szli przez życie szukając Boga w dolach i niedolach naszego krótkiego, ziemskiego życia…

Bądź wola Twoja, troszcz się Ty Panie… Amen.

piątek, 14 stycznia 2011

Oby tylko starczyło mi wiary...

Znajduję się w miejscu, które po 2 miesiącach pracy okazuje się faktycznie niedoskonałe ;-) Śmieję się pod nosem bo przeciez sam wspominałem, że w końcu opadną mi różowe okulary i prawda ujrzy światło dzienne. No i ujrzałem nagą prawdę w swej całej okazałości. Wszystko co mnie otacza jest makabrycznie zinstytucjonalizowane. Ta cała papierkologia powiązana z abstrakcjami twórczymi. Byle świat zobaczył zdjęcia w internecie, byle powstała jakaś notatka służbowa, byle wszyscy udawali, że dzieje się więcej niż można zrobić z tak koszmarnymi ograniczeniami finansowymi. Wszystko na pokaz? 
Samutne to, bo zamiast pracy z młodzieżą, obijam się o nieład połączony z jakością pracy w budżetówce... nie wspomionając już o warunkach finansowych...
 Cóż, mimo wszystko wiem, że to jest mój nowy początek. Różnica między moimi poprzednimi zajęciami polega na tym, że tym razem pomimo wszystkich niedoskonałości nie mam ochoty wymiotować mówiąc sam do siebie: "a nie mówiłem?". Tym razem jest inaczej i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Ludzie latami szukają swojego powołania. Jedni je znajdują, inni męczą się sami ze sobą licząc na to, że w końcu im sie uda.
Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że i mi się udało. Odnalazłem swoje powołanie i powoli odkrywam dary jakimi obdarzył mnie Bóg, abym poradził sobie na tej osobliwej drodze. Wiem, że nie muszę się martwić o kasę bo Bóg zadba o mnie i moją rodzinę. Właściwie o nic nie musze się martwić bo któż przeciwko mnie, skoro ja jestem z Nim ? ;-). Oby tylko starczyło mi wiary... TsJ;-)