WAŻNE STRONY:

niedziela, 15 lipca 2012

Przewierca mi głowę...

Chodzi za mną tekst o zrozumieniu pewnej ważnej rzeczy. Nie mogę się od niego uwolnić bo za każdym razem, gdy jestem w kościele, lub czytam coś zgoła religijnego, myśl ta przewierca mi głowę i brzęczy: napisz, napisz… to piszę!

Każdy chrześcijanin powinien być drogowskazem, latarnią, a przynajmniej małym światełkiem Boga, tak aby inni mogli wiedzieć w nas Jego Miłość. Ileż ja miałem z tym problemów… No bo jak to, taki gość jak ja, z tak niecodziennym i czasami dość nerwowym stylem bycia, ma być światełkiem… Co to za światełko, które chodzi wiecznie ze skwaszoną miną i przypomina Marudę ze smerfów? Co to za światełko, które kilka razy dziennie wygasa pod wpływem złych emocji i często świeci samo sobie w oczy?
A jednak kilka ostatnich spotkań z Bogiem pozwoliło mi zrozumieć istotę sprawy. 
Po pierwsze, nie ważne jest ile razy się upada, lecz czy człowiek potrafi się  po tych upadkach w miarę szybko podnieść.

Po drugie, samoocena własnego zachowania nie zawsze jest obiektywna. Tę mylną ocenę zawdzięczamy oczywiście czarnemu, który wykorzystuje co może, aby nas samych sobie oszpecić.

Po trzecie, Bóg wykorzystuje nas i nasze talenty w taki sposób, w jaki my potrafimy je z siebie dawać. Nie ważne jest to, że wciąż nam się nie udaje, że wpadamy w pułapki grzechu. Ważne jest to, że potrafimy walczyć! Bo przez grzech pierworodny jesteśmy skazani w naszym życiu na walkę i tego zmienić się nie da.

Po czwarte, wszystko co nas w życiu spotyka, dzieje się dlatego, że Bóg prowadzi nas do wieczności ( czyt. do Nieba ). Najczęściej niestety nasze plany są sprzeczne z planami Bożymi stąd droga bywa czasami wyboista i pełna niepowodzeń. Kto zaufa ten w końcu odnajdzie spokój… a Boży spokój to przedsmak prawdziwej wolności, która prowadzi do Miłości.

Po piąte, nie martwmy się tym, że mamy za mało. Nie martwmy się  tym, że nas na coś nie stać, nie możemy gdzieś wyjechać, czy czegoś kupić. Bóg wie, czego nam potrzeba i daje każdego dnia tyle ile powinniśmy otrzymać. Czasami wydaje się za mało, a faktycznie jest w sam raz. Żyjmy szczęściem dnia codziennego bo czasami nie doceniamy tego co mamy, a niepotrzebnie narzekamy tak jak ten smerf Maruda, o którym pisałem…



No… to chyba na tyle… Trzymajcie się  Jezusa ;-)

9 komentarzy:

  1. Napisałabym trochę inaczej: pozwólmy Bogu świecić przez siebie, byśmy się stali Jego latarnią. Jeden z duchownym pomógł mi zrozumieć: sama się nie zmienisz, proś by cię zmienił Bóg. Sama nie wstaniesz po upadku, proś, by cię podźwignął Bóg. I dziękuj za wszystko co otrzymujesz: za słońce i za deszcz, za uśmiech obcej osoby i za krytykę szefa. Wszystko to jest na Twojej drodze, byś się czegoś nauczył.
    Tak jak napisałeś: kto zaufa ten w końcu odnajdzie spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja bym powiedział: po prostu bądź! Taki jaki jesteś - czasem dobry, czasem zły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję... ale mam wrażenie, ze bycie dobrym ma na mnie lepszy wpływ ;-)

      Usuń
  3. świeta racja o poczuciu własnej wartości i narzekaniu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie, trzeba wykorzystywać to, co daje nam Bóg i dzielić się tym z innymi. Bo być może my zwracamy uwagę tylko na dobra materialne, a zapominamy o tych wszystkich wspaniałych talentach, którymi nas Bóg obdarzył. Wszystko, dosłownie wszystko, co robimy z przyjemnością, może być natchnione Bożą mocą, ja to nazywam "Bożą weną", chociażby gotowanie dla naszych bliskich, osobiście, gdy widzę jak komuś smakuje przygotowany przeze mnie posiłek myślę sobie: "Dziękuję Ci Panie, że obdarzyłeś mnie tymi dobrami, którymi podzieliłam się z innymi", modlę się śpiewając, modlę się zanim zacznę rysować (w końcu to talent od Boga, dlaczego Duch Św. ma mi w tym nie pomóc?), wszystko, co robimy dla Bożej chwały jest wspaniałe. Ale trzeba dzielić się tym z innymi, nie zatrzymywać dla siebie ;) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm, ale cierpienie i ból też jest darem od Boga, nie zapominajmy o tym. nie tylko to, co robimy z przyjemnością...

      Usuń
    2. Chodziło mi raczej o to, że każda najmniejsza czynność, którą wykonujemy (o ile jest dobra), może być wykonywana ku Bożej chwale. Cierpienie jest darem od Boga, a mi chodzi o to, co my robimy dla Niego, co my Mu ofiarujemy (chociaż i tak to od Niego pochodzi). Ale i cierpienie możemy dobrze wykorzystać- tak, z tym się zgadzam. Pozdrawiam! :)

      Usuń
    3. hmmm... fajnie sobie dyskutujecie ;-)

      Usuń