WAŻNE STRONY:

wtorek, 28 sierpnia 2012

Tęsknię za spokojem.



Chciałbym znowu poczuć pokój, którym chce obdarzyć nas Bóg. „ Pokój niech będzie z wami i z duchem twoim”… Czy to możliwe? Kiedyś zdarzyło mi się doznać takiego uczucia. Trwało to może z 2 sekundy. Myślałem wówczas o swoim beznadziejnym położeniu, o tym jakby mogło być pięknie, gdyby było inaczej. Marudziłem i mamrotałem sam w sobie, aż tu nagle przebłysk POKOJU ( duszy ), o którym wielokrotnie mówił Jezus. „Pokój wam”. Doznałem czegoś zupełnie  nieoczekiwanego. Właściwie nie wiem jak to nazwać. To tak jakby człowiek w jednej sekundzie pozbył się wszystkich problemów. To właśnie w tej chwili powiedzenie „No problem” nabrało swojego właściwego wymiaru ;-) Totalne „nic”, a jednocześnie ogromny luz i chęć życia przepleciona z radością i chyba miłością…  nie wiem jak to określić.
Szkoda tylko, że trwało to tak krótko.


Sam nie wiem co mnie naszło aby dzisiaj o tym napisać. Może to przez ten nadmiar ciężarów jakie muszę ostatnio nosić. Kilkanaście dni temu wróciłem do pracy z urlopu, a już czuję się jak zmaltretowany łoś. Wręcz tryskam pesymizmem… Po części zwalam winę na Tuska, po części na PSL ;-) No bo gdyby mnie tak w tym ELEWARZE chcieli zatrudnić… ;-). Ogólnie nie jest fajnie, choć jako nawrócony powinienem korzystać z uroków wiary i z uśmiechem na ustach dzielnie znosić przeciwności. Niestety mam wrażenie, że nie potrafię. Znaczy potrafię ale muszę sobie pogadać. Ostatnio nie mogę się skupić na modlitwie. Robota mnie przygniata, zaczynam źle sypiać… jak nic za parę dni zaczną się migreny… kurcze, chyba zaczynam wyłapywać doła. A przecież wszyscy są w domu zdrowi…

Czy ludziom prostszym nie jest nieco łatwiej? Nie chodzi mi o to aby się teraz wywyższać, czy poniżać w jakikolwiek sposób innych ludzi ale mam na co dzień do czynienia z różnymi osobami i czasami, aż mnie korci aby zapytać dlaczego niczym się nie przejmują? Dlaczego wartości np. moralne nie ograniczają ich niektórych zachowań? Jak to z nimi jest, tymi ludźmi? Czy bez podstawowych wartości nie żyje się łatwiej? Kolesiostwo, łapówkarstwo, okradanie pracodawcy, okradanie państwa i obywateli! Czy żyjąc  w świecie układów i żądzy pieniądza można być szczęśliwym, będąc innym od wszystkich? A może po prostu moje mniemanie o sobie samym, czy mojej rodzinie jest tak wybujałe, że sam się już w tym wszystkim gubię? Wiem, ja im po prostu zazdroszczę…

Muszę iść do spowiedzi. Znowu powiem o braku miłości do bliźniego. Nie znoszę tego grzechu. Gdybym tak potrafił kochać, a przynajmniej  tolerować tych wszystkich, którzy każdego dnia zmuszają mnie do walki z własną pokorą… „ odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”… sumienie krzyczy…

No to wydołowałem na blogu jak nowy łazik na Marsie ;-) Na szczęście jutro też jest dzień. Jak mawiała moja babcia: „ Dał Bóg dzień, da Bóg radę” – to chyba z Biblii… sprawdził bym w necie ale ruter też mi padł i piszę off line  ;-)…
No to miłego dnia, czy nocy, czy jaka tam pora w Waszych domach…bateria też mi pada... idę spać
Dobranoc.






7 komentarzy:

  1. Trudne to wszystko do poukładania, chciałoby się żeby nasza wiara była idealna a czym bardziej się staramy tym mamy większe wrażenie że coś jest nie tak, ale chyba tak musi być. Pan Bóg nie szuka ideału, jak to gdzieś ostatnio usłyszałam trzeba płynąć pod prąd bo z prądem to płyną tylko zdechłe ryby. Głowa do góry:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze mieć świadomość, że człowiek nie jest zdechłą rybą ;-)

      Usuń
  2. Z autopsji wiem, jak w takim okresie "dołka" ciężko jest pozbierać myśli, funkcjonować normalnie (choćbym spała 12 godzin, to będę niewyspana), nawet wiara się chwieje i modlitwa przychodzi z trudem (był czas, że w ogóle jej zaprzestałam). Ale to wszystko jest do przejścia, Pan Bóg czuwa. Mam nadzieję, że zanim się obejrzysz, wszystko powróci do normy. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no i ni zdążyłem się obejrzeć... i już jest lepiej...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale po co Ty tyle myślisz i się zamartwiasz? Sam świata nie zbawisz, zostaw to Bogu! :) Taka prostota winna być naszym celem. I to wcale nie oznacza, że się niczym nie przejmujesz, ale że ufasz Bogu, że On się tym wszystkim opiekuje. Wtedy i pokój się pojawi i nie tylko na parę sekund! :D Sprawdzone - działa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby proste prawda? Ale z tym zaufaniem to jest tak jak z wiarą... wystarczy aby była jak ziarnko gorczycy, a góry można by już przenosić... ilu znasz ludzi, którzy to potrafią? Gdybym potrafił zaufać tak jak piszesz...

      Usuń
    2. Oto ja - ktoś, kto kiedyś planował swoje życie niemal co do sekundy. Teraz planuję co najwyżej następny dzień i to tak raczej z grubsza, by dać szansę pewnych spontanicznym zachowaniom. Oczywiście, to nie znaczy, że nic nie robię, tylko wegetuję - nie, nie! Tylko np. postanawiam, gdzieś tam wyjechać. Nie wychodzi. I dobrze, widać tak miało być, po coś to miało się tak wydarzyć, jak się wydarzyło. Może ma mnie nauczyć pokory, że nie ode mnie wszystko zależy? Może cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do celu?
      Inny przykład: budzę się rano i widzę pięknie słońce - i dziękuję za nie Bogu. Budzę się i widzę, że leje jak z cebra! I również dziękuję za to Bogu! :)
      Przecież On chce dla nas najlepiej, a że zna nasze życie w całości i lepiej od nas to wie, co będzie dla nas lepsze. Mimo, że nam się wydaje inaczej. My nie mamy boskiej perspektywy - widzimy zazwyczaj tylko siebie, w krótkim ułamku naszego życia. Dlatego zaufanie jest tak potrzebne, bo ono świadczy, że zdajesz sobie sprawę ze swojego ograniczenia. Zgoda, nie jest to łatwe. Ale jak najbardziej jest możliwe! :)
      powodzenia!

      Usuń